ZGONY I PROBLEMY
Nic tu nie pisałem, bo walczyłem z problemem. Problem rozpoznany, to warto napisać. Właściwie - dwa problemy.
1. Sukcesywne zanikanie populacji krewetek Red Cherry
2. Zgony Gupików i Mieczyka
1. Krewetki, czyli holera (ref=#aa188e]Catfish_Billy[/ref], dlaczego musiałeś mieć rację
Jak zastanawiałem się nad obsadą, to się uparłem na Red Cherry. No i miałem ich 20 sztuk. Miałem.
Teraz przy większym serwisie, wyciąganiu korzenia itp. znajdę jedną, może dwie.
Starałem się obserwować moje ryby - nie widać najmniejszych śladów agresji. Kiedyś nawet kamerę ustawiłem na dłuuugi timelapse z rozpoznawaniem kształtów i po przejrzeniu - ani jednej agresji. A jednak - gdzieś znikają.
Ślad 1 - kiedyś pojawiały się regularnie wylinki
Ślad 2 - nie ma trupów
Zbrodnia idealna? Ustaliłem, że jedyna logiczna możliwość, to atak po linieniu, wtedy, gdy krewetka jest najsłabsza i nieopancerzona.
Nie mam na to dowodów, ale na liście podejrzanych o dokonywaniu aktu morderstwa są mieczyki - jedyne dość duże, żeby coś realnie tym krewetkom zrobić. Podejrzewam Gupiki o współudział, a przynajmniej desakrację zwłok i ukrywanie dowodów zbrodni.
Zanim w akwarium pojawiły się te dwa gatunki populacja krewetek była stabilna.
Co ciekawe - nie dotyczy to Amano ani FIltrujących. Albo są za duże, albo mogą "szczypnąć", nie wiem, ale samice Amano już pod 5cm rosną i jaja stale noszą.
2. Zgony Gupików i Mieczyka
Najpierw podejrzewałem akcję odwetową krewetek

Niemniej wykluczywszy głupie żarty - nie miałem BLADEGO pojęcia, co się dzieje.
Podejrzewałem agresję, kilka razy ustawiłem kotnik w roli aresztu śledczo-wydobywczego i przetrzymywałem w nim najbardziej agresywnego osobnika, ale sytuacja się powtarzała - co tydzień, dwa jeden trup.
I to dobrze wyglądający trup (jakkolwiek głupio to brzmi), zero nalotów, chorób - nic. Reszta udawała, że nic się nie stało i też nie nosiła absolutnie żadnych śladów jakichkolwiek problemów. No ale ktoś zabijał. Nawet nie wiedziałem, że winnego widzę codziennie.
Zacząłem jeszcze bardziej obsesyjnie badać wodę, co w moim przypadku oznacza 2x na tydzień - wszystko idealnie, poza tym zafajdanym żelazem, którego nie wiem ile bym nie lał zawsze brakuje. Wysłałem próbkę do laboratorium, może testy są do niczego, ale nie - wyjątkowo kosztowne laboratorium potwierdziło to, co sam wiedziałem - jest OK. Nawet pobadali mikro, których w domu ni choinki nie ma jak badać i jest bardzo OK. Dzieki Tropica za świetny nawóz.
Skalibrowałem sondę pH, robiłem mniej agresywne przycinki, czyściłem filtry, wyciągnąłem Purigen i co? Mijają dwa tygodnie - trup. Gupik.
Nawiasem - w moim akwarium trzeba się spieszyć trupa wyjąć, bo już go zaczynają wpierdzielać jak jeszcze zwłoki nie ostygły. Krewetki nie mają litości.
Postanowiłem wbrew wszelkiej logice sięgnąć po broń ostateczną - podmiana wody. Nawet nie jedna. Przez dwa tygodnie robiłem po dwie w tygodniu. Za każdym razem na RO mineralizowane.
Rybkom się podobało, zawsze pływały przy wężu wpuszczającym nową wodę. Myślałem, że eksperyment "Brak Podmian" upadnie z powodów przeczących wszelkiej logice i nauce, ale... po 2 tygodniach zgon - Mieczyk.
Wyciągając go w akompaniamencie wszelkich znanych słów wulgarnych w trzech językach (czterech właściwie, bo nawet parę hiszpańskich), poważnie rozważałem zaoranie tego całego burdelu i wpuszczenie chomika oraz postawienie białej flagi na mojej "karierze" akwarysty, ale nadeszła Wielkanoc.
Jak prawdziwy Polak, sprzątałem chatę i myłem okna dla Jezusa, oczywiście do późna w nocy, bo niby kiedy przy dwójce dzieci i jeszcze się uparłem na produkcję sałatki w ilości przemysłowej, słowem, polska klasyka. Skończyłem robotę około 3ciej w nocy i na chwilkę usiadłem obok zbiornika. Wtedy zobaczyłem jednocześnie odpowiedź i winnego.
Gupiki były przy powierzchni, powinny polegiwać przy dnie. Mieczyki też. Wszyscy jacyś senni.
WSZYSTKIE (co do sztuki) Amano i Filtrujące siedziały na grzałce, dosłownie wszystkie.
CO2 oczywiście nie chodziło, ale zajrzałem na komputer pod zbiornikiem - pH 6,4!!!
Komputer jest ustawiony na 7. W ciągu foto periodu i w rozsądnym czasie po - wahania są rzędu 6,95 do 7,05. Aż tu nagle w nocy - 6,4.
Co to oznacza? Ano tyle, że raz, że CO2 jest za dużo, dwa, że zapewne tlenu za mało (choć jedno nie jest bezpośrednio powiązane z drugim) i ryby się po prostu podduszają. Akurat tak się składa, że z mojej obsady najbardziej wrażliwe na to są właśnie Gupiki i Mieczyki i to one padały ofiarą.
Patrząc znów na zbiornik znalazłem winnego. W odbiciu na szkle.
Następnego dnia (bo o 3 nad ranem naprawdę nie miałem na to ochoty) zainstalowałem dwie belki napowietrzające i dwa kamienie dla efektu, podłączyłem pod Fluvala A402 i poszło napowietrzanie pełną kitą od północy to dziewiątej, czyli 3h po zakończeniu foto periodu do 3h przed, ale też tak, żeby nie wnerwiać rodziny (głownie mnie) szumem bąbelków. I co?
I pH w nocy idealnie (tak, znów kamera timelapse na komputer), wahania 6,95 - 7,05. Kilka razy włączył się dotrysk podtlenkiem wzrostu roślin i wszyscy happy. Szczególnie te Gupiki, pływające sobie radośnie wokół bąbelków. Problem rozwiązany.
Ale dlaczego, pytacie? Dlaczego tak było? Przecież tam jest ogrom roślin, toć to fabryka tlenu, woda jak sodowa w ciągu dnia.
No tak, w ciągu dnia. W nocy, ten sam ogrom roślin nie dość, że produkuje CO2 to jeszcze pobiera tlen. Ogromny substrat, pełen bakterii i drobnoustrojów tak samo, no i ostatecznie kilkadziesiąt rybek też oddycha i pierdzi (nawiasem, nie wiem czy wiecie, że śledzie porozumiewają się pierdnięciami. Serio). Nie sądziłem natomiast, że AŻ tak.
Dodatkowo - pokrywa spowalnia wymianę gazową i wszystko się kisi.
Mądry akwarysta po szkodzie. Niestety, przy wielu roślinach i rybach, sam ruch tafli wody, szczególnie pod pokrywą nie wystarczy do utrzymania odpowiedniego natleniania.